Sukcesywna cisza

Wrzesien 26th, 2008
Autor: Adam Buczek

Kolejne powody ciszy w eterze. Jesien wybuchla kolejnymi imprezami , wystawamia, zaproszeniami i wszystkim innym ciekawym, na co zawsze brak czasu i/lub pieniedzy. Skonczylo sie kolejne rozczarowanie: London Design Week. Tent London byl koszmarna strata czasu. Albo byly to antyki zanudzajace na smierc badz wspolczesne antyki widziane miliony razy na milionach innych wystaw. Tak wiec daruje sobie krytykowanie czegos, co samo w sobie jest ogromna krytyka.

Z drugiej strony ja sam mam kilka wystapien na swiatowej scenie. mam andzieje, ze bardziej udane.
FOCFEST - The Freedom of Choice International Video and Film Peace Festival (Official Selection) bedzie prezentowac moja video instalacje “Home is Hope”
4-5-6 November, Yerevan, Armenia at Armenian Center for Contemporary Experimental Art / NPAK - Curator: David Kareyan.
5-6 December, Lisbon, Portugal at Fábrica do Braço de Prata - Curators: Alberto Guerreiro | Milton Dias.
Still to be confirmed: Istanbul (Turkey) and Viareggio (Italy).

Wazniejsze jednak wydarzenie szykuje sie na poczatku pazdziernika w Singapurze gdzie odbedzie sie wystawa moich 3 instalacji (3 instalacja jest w rekach polskiej ambasady, bez mojej obecnosci tam trudno bedzie ja zrealizowac, licze wiec na dotacje). Prezentowane beda one podczas Singapore International Photography Festival. Wyglada to na moja pierwsza wystawe w Azji, z czego jestem niezmiernie zadowolony, gdyz ten kontynent wzbudza we mnie wiele ciekawosci. Ostatnia wyprawa do Chin(badalem ceremonie picia herbaty do wystawy w Londynie w listopadzie) utwierdzila mnie w przekonaniu, ze wymiana kulturowa miedzy nimi, a nami jest czyms w co warto inwestowac.

Jak zwykle w tym roku nie uda mi sie zobaczyc wszystkich swoich wystaw choc obiecalem sobie nie pokazywac nic gdzie nie moge pojechac. W zeszlym roku Muzeum Sztuki Wspolczesnej w Jekaterynburgu bylo zdecydowanie za daleko.
Kazdy kto bedzie w ktotryms z tych miejsc niech sie nie krepuje i zdaje relacje jak bylo.

Long time no see

Sierpien 20th, 2008
Autor: Adam Buczek

Z uwagi na recesje, szczegolnie ta dotyczaca braku czasu, pustka zawialo w mojej grafomanii. Tak wiec aby zapchac troche dziur, kilka rzeczy, ktore mnie ostatnio pochlonely i rzecz jasna wciaz sa w ramach radosnej, coraz bardziej, tworczosci.
Pierwsz rzecz to Drop in - zestaw do herbaty, ktory w ostatnich czasach zabral mnie w podroz do Chin i Kataru gdzie doswiadczalem lokalnych rytualow herbacianych. Do calosci bedzie dopisana ksiazka, a raczej ksiazeczka, ktora pomalu skrobie.
Kolejna istotna rzecz to GPS Storytelling rewolucyjna platforma do opowiadania historii, a zarazem powod do ruszenia dupskiem. Obecnie w trakcje testow i ciezkiego procesu podpisywania i dopisywania.

Turner prize -nominowani

Maj 15th, 2008
Autor: Adam Buczek

Turner Prize zostalo tym razem ogloszone jako babski festyn, ze wzgledu na pzewazajaca ilosc kobiet wsrod nominowanych artystow, hmmm artystek. Jest wsrod nich polka, w pewnym sensie. My polacy zawsze szukamy powodow do dumy poza naszymi granicami.
Oto nominowani(e)

Runa Islam
Islam

Mark Leckey
leckey

Goshka Macuga
Macuga

Cathy Wilkes
Wilkes

Brit Insurance

Kwiecien 29th, 2008
Autor: Adam Buczek

Szybka notka z dopiero co zakonczonej wystawy w Design Muzeum.
Kilka ciekawych projektow ponizej.

Pierwsza zecz to szalenie ciekawa instalacja, ktora z zewnatrz wyglada jak dwie czarne szyby. Obraz mozna uzyskac jedynie patrzac przez kamere w telefonie, bowime podczerwien i matryca telefonu pozwalaja na odkrycie obrazu ktory dla zwyklego oka jest ukryty. Niestety kaera sie nie sprawdzila i opis pracy jest nieczytelny… a ja zapomnialme reszty.

Kolejna rzecz to sukienka, szalenie zmyslowa, z wbudowanymi swiatelkami LED, ktore tworza na prawde czarujacy efekt.


I na deser chyba wszytkim dobrze znane…

Koncept wlasnosci

Marzec 26th, 2008
Autor: Adam Buczek

W zeszlym tygodniu uczestniczylem w ceremonii rozdania nagrod fotograficznych AOP. Pomijajac fakt, ze to dosyc mocno komercyjna i “interesowna” impreza, to zainteresowalo mnie cos zgola innego - problem wlasnosci konceptu.
W tym zawodzie, w reklamie ogolnie, jest to dosyc istotna kwestia, a gdy chodzi o nagrody to juz bolesnie drazliwa kwestia.
Nagrode za zlecony portret na ten przyklad otrzymal Paul Thompson, ktorego zdjecia sa niczym wiecej, niz produkcja konceptu grupy kreatywnych w agencji zlecajacej owe portrety. Tak wiec nagroda, za zdjecia wyciagniete z kontekstu, ewokuje brakiem jakiegokolwiek sensu. Fotografia w tym przypadku, to tylko bezmyslne wykorzystywanie sprzetu i umiejetnosci jego obslugi. W przypadku tych nagrod i wyciagniecia fotografii z kontekstu (brak odnosnikow do kampanii reklamowej i klienta) pojawia sie pytanie: za co ta nagroda? Pomijam fakt, ze nie padlo ani slowa wyjasnienia przy wreczaniu jakiejkolwiek z nagrod. Czy wobec tego fotograf zostal wyrozniony nieslusznie? Takie wrazenie odnosilem przy kazdej wreczanej statuetce.

Niewatpliwie umiejetnosc wykonania krystalicznie ostrego i rajsko przesyconego obrazu zasluguje chocby na jeden oklask, tylko czy wysilek kilku dyrektorow kreatywnych i artystycznych ze sztabem pisarzy ma az tyle sily nosnej aby utwierdzac kogos w przekonaniu, ze wykonywanie czyichs polecen zasluguje na nagrode w branzy? Z doswiadczenia wiem jak maly wklad ma fotograf w proces konceptualizacji i tego jak bedzie wygladal efekt koncowy. Jego praca konczy sie na zrozumieniu dyr. artystycznego, ktory rezyseruje sesje i dostarczeniu porzadanych/zleconych rezultatow. Jakakolwiek nadmierna kreatywnosc moze byc szkodliwa na tym etapie dla ogolnego konceptu, ktorej fotograf nie moze byc w pelni swiadom (jezeli kampania nie ogranicza sie tylko do fotografii). Faktem jest, ze czesto zdarza sie, iz fotografia inspiruje, a nawet staje sie centralnym nosnikiem idei. Vide Jan von Holleben i jego sny o lataniu. W tym jednak przypadku wszystkie nagrodzone fotografie byly ewidentnymi dzialaniami z rozkazu, a co za tym idzie nieslusznie nagrodzonymi pracami.
Tak wiec przez spoleczna akceptacje i pewien zasob umiejetnosci taka idea moze byc wielokrotnie wykorzystywana i jak widac nagradzana. Kazdy ma swoja statuetke, fotograf w AOP, a AD i CW w Cannes czy D&AD, kazdy wiec znaduje swoje miejsce na panteonie. Nikt nikomu nie ma powinien miec za zle, ze odnosi sukces.

Badz glupi i uratuj swiat

Marzec 11th, 2008
Autor: Adam Buczek

Po wczorajszym wieczorze z Rossem Lovegrove i kilkoma niesmacznymi dowcipami w Design Museum natknalem sie na cos co oddaje paradoksalnie problem ktory drazy srodowisko.

There, I said it. Seriously people, what’s wrong with you? I don’t know where exactly, but somewhere in between Saul Bass and Joshua Davis, a new breed of designers was born. A breed with tremendous talent (most of them anyway) but with one big flaw: they developed an arrogant attitude and started acting like Divas instead of acting like the professionals they were supposed to be.

Czytaj wiecej

Po krotce wczorajsza rozmowa byla kolejnym jarmarkiem z balonami, gdzie etyka zostala wcisniea w zaje-fajny dizajn: stol do plywania po tamizie czy wiecej plastiku do domu jakby ktos mial za malo kabli. Ross jako jedyny dojrzaly czlowiek na sali podzielil sie szczerym wyznaniem, ze szacunku do produktow nabral bedac mlodym i nie majac nic, gdyz bylo to przed cywilizacja konsumpcyjna. Spoleczenstwo brytyjskie niestety jest rozpuszczone dostepnoscia i wygoda, wiec projektanci nie podejrzewaja nawet, ze cos moze miec wartosci uzytkowe.

A tak kompletnie na boku kolejna odslona w swiecie “podtrzymywania sie”. Comiesieczny projekt majacy na celu promowanie i prezentowanie wyjatkowych dizajnerow, ktorzy chca “podtrzymac” swiat na swoich barkach. Jednym slowem poszerzenie trendu, ktory zaczyna pekac w szwach.
http://www.ecolect.net/limelight

Granice konceptu

Marzec 3rd, 2008
Autor: Adam Buczek

Everything is going to be alright

Niezrozumienie implikuje strach. W przypadku konceptualizmu takze niechec, wrecz wplywa na smak postrzegania sztuki. Skad sie to bierze? Ano nie jest to na pewno wina ruchu, konceptu(sic) jako takiego(vide socjalizm, genialny ustroj, ktory ludzie lepiej nie potrafia spieprzyc, bo sie do tego nie nadaja). Podobnie jak w szkole: nauczyciel moze w zly sposob przekazac wiedze i zrazic uczniow badz wyksztalcic w nich nieodpowiedni stosunek tak I w sztuce, artysta moze zmienic percepcje odbiorcy tak radykalnie, ze wyplynie na jego gust I odbior sztuki. Martin Creed jest jednym z takich nauczycieli sztuki, ktoremu brak podstaw pedagogicznych. Jego dzialania, bezcelowa zmiana rzeczywistosci, powoduje zaklopotanie u odbiorcy, w wyniku czego tenze, utwierdza sie w przekonaniu, ze taka sztuka to po prostu gowno. Ze kazdy moze byc takim arytstom: kazdy moze przyczepic blue tacka do sciany, a jak to zostalo zrobione to mozna cos innego przyczepic (kategoria pierwszenstwa ma takze pewna sile nosna).

Gdzie jest pies pogrzebany? Jak zwykle w komunikacji i swiadomosci tworzenia. Pytanie “co mial artysta na mysli” wydaje sie tracic swoja glupia konotacje. Artysta czesto umywa sobie gebe tym, ze to do odbiorcy najpierw nalezy interpretacja i ocena. Sztuka jednak powinna bronic sie sama i komunikowac odbiorcy intencje oraz “czyste” zamiary tworcy. Elitarnosc sztuki postmodernizmu tu czerpie swoje korzenie – w mglistym umysle natchnionego artysty: ci, co nie rozumia sa wylaczeni z uczestnictwa. Jak zwykle wiedza (vide antyk) jest wyznacznikiem elitarnosci, tutaj wiedza jest kwestionowalna podlegajac osbistym smakom.

Tracey Emin

Konceptualizm jest szalenie wazny i dlugo tak bedzie o ile falszywi prorocy nie zniszcza jego idei bezcelowym pluciem w szybe, a towarzystwo decydujace nie bedzie szerzyc falszyfych inspiracji(nagroda Turnera dla Creeda w 2001 zapreentowana przez Madonne)

“And she said she was keen to back artists who had the nerve to express themselves.”

Autoekspresja jest jak zmywacz do paznokci. Czasami zdarza sie zmyc calkowicie tozsamosc w celu wytworzenia tozsamosci artystycznej.

Tracey Emin, the well-known modern artist who should have won the 1999 Turner Prize but didn’t.
She produces autobiographical art — art which is about herself.

Jak Louise Bourgeois trzyma sie ona tego dosc wygodnego modelu subiektywnej i tylko im zrozumialej ekspresji - tarcza obronna jest wiec ekshibicjonizm emocjonalny. Tak dobrze zrozumialy jak teoria strun dla przedszkolaka.

Nie ma nic zlego w “wyrazaniu siebie”, a abstrakcje jakie implikuje radykalna wersja tego pomyslu dodaja ostrosci do konceptualnego dziela. Skutkiem ubocznym jest srtach, niezrozumienie, ktore czesto prowadza do nietolerancji, niecheci i frustracji ze strony odbiorcy(Nieznalska, Fuss, Gormley). Z tym faktem tworcy czesto sie nie licza, badz swiadomie zapominaja o tak istotnej kwestii jak poprawna komunikacja swojejekspresji, swojego konceptu, tak aby nie wykroczyl poza granice wyobrazni odbiorcy badz poza zamierzone granice interpretacji.
Kto wie czy jutro nie zacznie sie dekapitowac artystow z innych niz religijnych powodow? Z braku zrozumienia?

Zawsze chcialem byc pedalem

Styczen 29th, 2008
Autor: Adam Buczek


Karol Radziszewski wedlug Pawla Leszkowicza to “Najbardziej autentyczny psychologicznie artysta w kraju, znakomity przykład współczesnej sztuki konfesyjnej. Plus, niesamowicie przenikliwa artystyczna ekspresja różnych stron gejowskiego życia, od religii, rodziny i miłości po seks, przemoc i samotność.” No coz, wystawy nie widzialem, ale czytalem wiele i wiele fragmentow udalo mi sie zobaczyc aby moc wyciagnac ten smutny wniosek, ze jest to najmniej autentyczny artysta. Wykorzystujacy zbyt oczywiste srodki, kompletnie odarte z oryginalnosci. Rozowa kominiarka bez rozowego kontekstu ewokuje kabotynizmem. Sugerowana realnosc jednostki bojowej gejow jest wzorowana na ich wrogach, wykorzystujaca ich tozsamosc, a co za tym idzie nie sugeruje innej - wlasnej wyjatkowej pozycji w kulturze wizualnej. Kolor rozowy jest kolorem wszechobecnej “wspolczesnosci swobody”, co nie znaczy, ze ktos moze miec na niego monopol (vide T-Mobile czy Pink Triangle Coalition). Jezeli wedlug Radziszewskiego “kutasy”, “pedaly” i kolor rozowy, to tozsamosc gejow, to smutno mi sie robi, po Mapplethorpe’ie juz chyba kazdy powinien wiedziec co i z czym jesc.

Zyje w miescie slynacym z kultury homoseksualnej, teczowych flag i przystojnych chlopcow, ktorzy wlasnie wygladaja czasami jak jakies “szwadrony ciotek”. Maja swoja intrygujaca tozsamosc - naturalna, a kolega Radziszewski po raz kolejny wygenerowal cos co wyglada jak cyrk w piwnicy. Problem, wydaje mi sie, lezy gdzies w mlodym wieku polskiej sztuki mniejszosci seksualnych, oraz braku dystansu do nowych zjawisk. Zachwyt tym co inne (belkoczacy obcokrajowiec znajdzie szybciej prace w radio bowiem akcenty sa wciaz materialem deficytowym - JazzRadio), a takze zachwyt tym, co wspolczesne ogranicza zdrowy stosunek do wlasnej sztuki badz sztuki wlasnego kraju.
Dlatego kolor rozowy u faceta wynosi go na piedestal autentycznosci przez, egzaltowanych i wyemancypowanych “tolerantow”.

Anthony McCall w Serpentine Gallery

Styczen 8th, 2008
Autor: Adam Buczek

Anthony McCall
Jeszcze do 3 Lutego w Serpentine Galery mozna zobaczyc , tfu, doswiadczyc instalacji swietlnych Anthony’ego McCalla. Jest to niewatpliwie jedno z najbardziej subtelnych doswiadczen po Blind Light Gormleya. Wyjatkowo niepowtarzalne uczucie dotykania strumienia swiatla, ktore w tym przypadku nie wychodzi poza zwykla percepcje wizualna. Sugestia dotykalnosci jest przeogromna, a bezcelowosc reprezentacji fotograficznej owych instalacji jest zrozumiala dopiero po osobistym doswiadczeniu. Sa to niczym swietlne rzezby, ktore poznac mozna jedynie w bezposrednim kontakcie i rozwianiu nadziei, ze mozna fizycznie odczuc ruch swiatla rysujacego ksztalty na scianie. Obecnosc widza wplywa na ksztalt tych rzezb jedynie tymczasowo, gdyz przerwanie strumienia cieniem obserwujacego nie ma stalego wplywu na nia.

Anthony McCall w latach siedemdziesiatych postanowil przestac zajmowac sie sztuka pomimo wielu sukcesow na polu video i performance(Landscape for Fire, 1972). Powrocil po 20 latach z kontynuacja serii prac ‘solid light’ wykorzystujac, tym razem, cyfrowe projekcje. Jego prace od razu zaczely byc pokazywane w takich miejscach jak Whitney Museum NY (2001), Museum Moderner Kunst w Wiedniu (2003), czy Tate Britain (2004).

Wywiad z Anthony’em McCallem

Turner Prize Protest

Grudzien 18th, 2007
Autor: Adam Buczek

Banksy

Wartosc historyczna nagrody Turnera stala sie dosyc istotna kwestia po ogloszeniu tegorocznych wynikow, znowu. Mark Wallinger, ktory zrekonstruowal protest Briana Hawa, a raczej poustawial w Tate Britain plakaty, banery i inne materialne srodki protestu, zostal zwyciezca nie tylko nagrody ale takze pewnej pozycji w, dosyc tlocznej juz, historii sztuki. Najciekawszy kontekst owa wystawa osiagala podczas imprez Late at Tate odbywajacych sie w kazdy pierwszy piatek miesiaca, gdzie z lampka wina badz butelka piwa mozna posluchac muzyki na zywo, usiasc pod na podlodze i poczuc sie inaczej niz w galerii.

Sztuka zazwyczaj stara sie mowic pewnego rodzaju prawde o rzeczywistosci (obiektywna - mimezis badz subiektywna - ekspresja). Sztuka Wallingera,w tym konkretnym przypadku, nie mowi nic, wyciagniete z kontekstu plakaty ewokuja brakiem istoty protestu. Dystans do tych obiektow jest tak wielki, az przestaja one cokolwiek znaczyc. Cienka linia pomiedzy rzeczywistoscia a sztuka zostala przerwana bowiem zbyt mocno ja probowal naciagac. Podobna sytuacja byla z niedzwiedziem. Trywializowanie interakcji z odbiorca odbilo sie istotnym pytaniem czy mozna pozwalac aby wszystko bylo sztuka. Czy rozmienianie na drobne sztuki przy pomocy glodnego niedzwiedzia ma jakikolwiek sens w kontekscie komunikacji artystycznej. Protest jest niewatpiwie wazna forma komunikacji, dosyc desperacka, jak przerywanie komus w rozmowie, legalna ingerencja. Walesajacy sie niedzwedz jest tak samo legalny, tak samo jednak niepotrzebny jak tlum plakatow w galerii. Przypadkowosc, element zaskoczenia sa czesto elementami spontanicznej, nieswiadomej reakcji w zabawie, w procesie poznawania i testowania metody. Sama metoda zbyt czesto nie funkcjonuje jako skonczona forma wypowiedzi artystycznej, czego przykladem jest niewatpliwie dzialanosc Wallingera.

Nargoda Turnera po raz kolejny zaskakuje i stawia pomnik dosyc trudnemu artyscie, ktory tym razem nie objawia swojej dojrzalosci po przez sztuke w zadowalajacy sposob. Artyscie, ktory bada swoja reakcje na swoja sztuke, traktujac odbiorce jaka koniecznosc adoracji wlasnego ego. Uswiadamiajac przy tym innych, ze sztuka moze byc wszystko co porusza sie na granicy niezrozumienia, gdzie interpretacja jest wynikiem przypadkowej reakcji, gdzie wszystko mozna zaslonic artyzmem - “no nie wiem”.