Wieksza mniejszosc

Cindy postanowila po raz kolejny zasymulowac rzeczywistosc w rezultacie czego Metro Pictures Gallery wypelnila sie… starociami. Tak, dosyc mocno w oczy rzuca sie wiek, co jest takze powodem mojej krotkiej dywagacji.
Czas w fotografii to temat starszy nawet od Cindy, wiek takze. W kontekscie jej obecnej wystawy, nabiera to jednak szerszego znaczenia. Pierwsze kadry filmowe z lat siedemdziesiatych byly dosyc swierzym i pionierskim posunieciem, mozna by powiedziec: mlodym i odwaznym. Ilosc slow wylanych na ten temat nie pozwala mi sie jednak dalej zaglebiac w ta historie. Obecna wystawa, natomiast, zmusza do spedzenia kilku chwil nad kwestia czasu w fotografii w kontekscie niesmirtelnej acz starzejacej sie juz Cindy Sherman.
I liked these older women trying to look good and dignified and over-the-top. Just the idea of these rich ladies who pose in ball gowns in their living rooms with their toddlers - it just looks so ridiculous.
Czas nikomu nie daje zbytniego wyboru, tak wiec owe starzejace sie kobiety i ich shermanowska interpretacja stawia kilka pytan o autopercepcje i jej wplyw na fotografie. W poprzednich jej pracach (nawet tych pozniejszych numerowanych od 190 w gore) nie wybierala raczej tematow zwiazanych z uplywem czasu. Skupiala sie ewidentnie na chwili obecnej, na adoracji status quo.

Fotografowala sie zazwyczaj jako mloda i atrakcyjna kobieta i nie sugerwala nawet ironii. W przypadku ostatniej wystawy jest troche inaczej. Nie sa to autoportrety ale jest to dosyc ironiczne podejscie do tematu starosci, checi powrocenia w stare dobre czasy kiedy mialo sie wiele powodzenia. teraz nagle zwrot w strone standardowych portretow, ktore nic nowego nam nie mowia. Tak, wiem, mowia wiele o wrazliwosci Cindy. Ale coz to za wiedza? Starosc jest czyms oczywistym. Skad wobec tego ta smiesznosc w jej komentarzach? Skad ta ironia?
A do tego wczesnijesza jej wystawa sugeruje calkiem inna ironie.
