Zawsze chcialem byc pedalem
Styczen 29th, 2008Autor: Adam Buczek
Karol Radziszewski wedlug Pawla Leszkowicza to “Najbardziej autentyczny psychologicznie artysta w kraju, znakomity przykład współczesnej sztuki konfesyjnej. Plus, niesamowicie przenikliwa artystyczna ekspresja różnych stron gejowskiego życia, od religii, rodziny i miłości po seks, przemoc i samotność.” No coz, wystawy nie widzialem, ale czytalem wiele i wiele fragmentow udalo mi sie zobaczyc aby moc wyciagnac ten smutny wniosek, ze jest to najmniej autentyczny artysta. Wykorzystujacy zbyt oczywiste srodki, kompletnie odarte z oryginalnosci. Rozowa kominiarka bez rozowego kontekstu ewokuje kabotynizmem. Sugerowana realnosc jednostki bojowej gejow jest wzorowana na ich wrogach, wykorzystujaca ich tozsamosc, a co za tym idzie nie sugeruje innej - wlasnej wyjatkowej pozycji w kulturze wizualnej. Kolor rozowy jest kolorem wszechobecnej “wspolczesnosci swobody”, co nie znaczy, ze ktos moze miec na niego monopol (vide T-Mobile czy Pink Triangle Coalition). Jezeli wedlug Radziszewskiego “kutasy”, “pedaly” i kolor rozowy, to tozsamosc gejow, to smutno mi sie robi, po Mapplethorpe’ie juz chyba kazdy powinien wiedziec co i z czym jesc.
Zyje w miescie slynacym z kultury homoseksualnej, teczowych flag i przystojnych chlopcow, ktorzy wlasnie wygladaja czasami jak jakies “szwadrony ciotek”. Maja swoja intrygujaca tozsamosc - naturalna, a kolega Radziszewski po raz kolejny wygenerowal cos co wyglada jak cyrk w piwnicy. Problem, wydaje mi sie, lezy gdzies w mlodym wieku polskiej sztuki mniejszosci seksualnych, oraz braku dystansu do nowych zjawisk. Zachwyt tym co inne (belkoczacy obcokrajowiec znajdzie szybciej prace w radio bowiem akcenty sa wciaz materialem deficytowym - JazzRadio), a takze zachwyt tym, co wspolczesne ogranicza zdrowy stosunek do wlasnej sztuki badz sztuki wlasnego kraju.
Dlatego kolor rozowy u faceta wynosi go na piedestal autentycznosci przez, egzaltowanych i wyemancypowanych “tolerantow”.




