Zawsze chcialem byc pedalem

Styczen 29th, 2008
Autor: Adam Buczek


Karol Radziszewski wedlug Pawla Leszkowicza to “Najbardziej autentyczny psychologicznie artysta w kraju, znakomity przykład współczesnej sztuki konfesyjnej. Plus, niesamowicie przenikliwa artystyczna ekspresja różnych stron gejowskiego życia, od religii, rodziny i miłości po seks, przemoc i samotność.” No coz, wystawy nie widzialem, ale czytalem wiele i wiele fragmentow udalo mi sie zobaczyc aby moc wyciagnac ten smutny wniosek, ze jest to najmniej autentyczny artysta. Wykorzystujacy zbyt oczywiste srodki, kompletnie odarte z oryginalnosci. Rozowa kominiarka bez rozowego kontekstu ewokuje kabotynizmem. Sugerowana realnosc jednostki bojowej gejow jest wzorowana na ich wrogach, wykorzystujaca ich tozsamosc, a co za tym idzie nie sugeruje innej - wlasnej wyjatkowej pozycji w kulturze wizualnej. Kolor rozowy jest kolorem wszechobecnej “wspolczesnosci swobody”, co nie znaczy, ze ktos moze miec na niego monopol (vide T-Mobile czy Pink Triangle Coalition). Jezeli wedlug Radziszewskiego “kutasy”, “pedaly” i kolor rozowy, to tozsamosc gejow, to smutno mi sie robi, po Mapplethorpe’ie juz chyba kazdy powinien wiedziec co i z czym jesc.

Zyje w miescie slynacym z kultury homoseksualnej, teczowych flag i przystojnych chlopcow, ktorzy wlasnie wygladaja czasami jak jakies “szwadrony ciotek”. Maja swoja intrygujaca tozsamosc - naturalna, a kolega Radziszewski po raz kolejny wygenerowal cos co wyglada jak cyrk w piwnicy. Problem, wydaje mi sie, lezy gdzies w mlodym wieku polskiej sztuki mniejszosci seksualnych, oraz braku dystansu do nowych zjawisk. Zachwyt tym co inne (belkoczacy obcokrajowiec znajdzie szybciej prace w radio bowiem akcenty sa wciaz materialem deficytowym - JazzRadio), a takze zachwyt tym, co wspolczesne ogranicza zdrowy stosunek do wlasnej sztuki badz sztuki wlasnego kraju.
Dlatego kolor rozowy u faceta wynosi go na piedestal autentycznosci przez, egzaltowanych i wyemancypowanych “tolerantow”.

Anthony McCall w Serpentine Gallery

Styczen 8th, 2008
Autor: Adam Buczek

Anthony McCall
Jeszcze do 3 Lutego w Serpentine Galery mozna zobaczyc , tfu, doswiadczyc instalacji swietlnych Anthony’ego McCalla. Jest to niewatpliwie jedno z najbardziej subtelnych doswiadczen po Blind Light Gormleya. Wyjatkowo niepowtarzalne uczucie dotykania strumienia swiatla, ktore w tym przypadku nie wychodzi poza zwykla percepcje wizualna. Sugestia dotykalnosci jest przeogromna, a bezcelowosc reprezentacji fotograficznej owych instalacji jest zrozumiala dopiero po osobistym doswiadczeniu. Sa to niczym swietlne rzezby, ktore poznac mozna jedynie w bezposrednim kontakcie i rozwianiu nadziei, ze mozna fizycznie odczuc ruch swiatla rysujacego ksztalty na scianie. Obecnosc widza wplywa na ksztalt tych rzezb jedynie tymczasowo, gdyz przerwanie strumienia cieniem obserwujacego nie ma stalego wplywu na nia.

Anthony McCall w latach siedemdziesiatych postanowil przestac zajmowac sie sztuka pomimo wielu sukcesow na polu video i performance(Landscape for Fire, 1972). Powrocil po 20 latach z kontynuacja serii prac ‘solid light’ wykorzystujac, tym razem, cyfrowe projekcje. Jego prace od razu zaczely byc pokazywane w takich miejscach jak Whitney Museum NY (2001), Museum Moderner Kunst w Wiedniu (2003), czy Tate Britain (2004).

Wywiad z Anthony’em McCallem

Turner Prize Protest

Grudzien 18th, 2007
Autor: Adam Buczek

Banksy

Wartosc historyczna nagrody Turnera stala sie dosyc istotna kwestia po ogloszeniu tegorocznych wynikow, znowu. Mark Wallinger, ktory zrekonstruowal protest Briana Hawa, a raczej poustawial w Tate Britain plakaty, banery i inne materialne srodki protestu, zostal zwyciezca nie tylko nagrody ale takze pewnej pozycji w, dosyc tlocznej juz, historii sztuki. Najciekawszy kontekst owa wystawa osiagala podczas imprez Late at Tate odbywajacych sie w kazdy pierwszy piatek miesiaca, gdzie z lampka wina badz butelka piwa mozna posluchac muzyki na zywo, usiasc pod na podlodze i poczuc sie inaczej niz w galerii.

Sztuka zazwyczaj stara sie mowic pewnego rodzaju prawde o rzeczywistosci (obiektywna - mimezis badz subiektywna - ekspresja). Sztuka Wallingera,w tym konkretnym przypadku, nie mowi nic, wyciagniete z kontekstu plakaty ewokuja brakiem istoty protestu. Dystans do tych obiektow jest tak wielki, az przestaja one cokolwiek znaczyc. Cienka linia pomiedzy rzeczywistoscia a sztuka zostala przerwana bowiem zbyt mocno ja probowal naciagac. Podobna sytuacja byla z niedzwiedziem. Trywializowanie interakcji z odbiorca odbilo sie istotnym pytaniem czy mozna pozwalac aby wszystko bylo sztuka. Czy rozmienianie na drobne sztuki przy pomocy glodnego niedzwiedzia ma jakikolwiek sens w kontekscie komunikacji artystycznej. Protest jest niewatpiwie wazna forma komunikacji, dosyc desperacka, jak przerywanie komus w rozmowie, legalna ingerencja. Walesajacy sie niedzwedz jest tak samo legalny, tak samo jednak niepotrzebny jak tlum plakatow w galerii. Przypadkowosc, element zaskoczenia sa czesto elementami spontanicznej, nieswiadomej reakcji w zabawie, w procesie poznawania i testowania metody. Sama metoda zbyt czesto nie funkcjonuje jako skonczona forma wypowiedzi artystycznej, czego przykladem jest niewatpliwie dzialanosc Wallingera.

Nargoda Turnera po raz kolejny zaskakuje i stawia pomnik dosyc trudnemu artyscie, ktory tym razem nie objawia swojej dojrzalosci po przez sztuke w zadowalajacy sposob. Artyscie, ktory bada swoja reakcje na swoja sztuke, traktujac odbiorce jaka koniecznosc adoracji wlasnego ego. Uswiadamiajac przy tym innych, ze sztuka moze byc wszystko co porusza sie na granicy niezrozumienia, gdzie interpretacja jest wynikiem przypadkowej reakcji, gdzie wszystko mozna zaslonic artyzmem - “no nie wiem”.

Lynch - droga przez meke

Pazdziernik 19th, 2007
Autor: Adam Buczek

Wczoraj na pierwszym angielskim pokazie dokumentu o Davidzie Lynchu przezylem fizyczny koszmar. Dawno, zaden film nie byl w stanie tak zaangazowac mojego ciala. Po obejrzeniu pierwszej czesci bylem juz mocno zmeczony, polgdodzinna zajawka drugiej czesci wywolala u mnie reakcje ktora mozna porownac do pacjenta, ktorego organizm odrzuca nowo wszczepione serce.

Czytaj dalej »

Miesiac Fotografii w Londynie

Wrzesien 30th, 2007
Autor: Adam Buczek

Bedzie sie dzialo, ok 80 wystaw w 50 galeriach. Najwieksza tego typu impreza na wyspach, gdzie fotografia pomimo wysilkow Arnata dalej jest szalenie niedoceniana dziedzina sztuki, ba! jeszcze toruje sobie do niej droge w pewnym sensie.

Photomonth is an international photography festival focussed on East London. Founded in 2001 and taking place in October & November each year the festival aims to demonstrate the diversity of contemporary photography and reach the widest possible audience.

Moje prace beda w Art Pavillon, ciekawe miejsce pod ziemia. 2 pazdziernika nastapi tam tez wielkie otwarcie i dosyc spora impreza.

THE ART PAVILION
Mile End Park, Clinton Road, off Grove Road. E3 4QU
Mile End tube

Somebody set up us the bomb

Wrzesien 21st, 2007
Autor: Adam Buczek

Somebody set up us the bomb logo

Postmodernistyczny koncept gry wydaje sie byc ciagle tak samo wyswiechtany jak i aktualny. Z ta jednak roznica, ze gra przybiera coraz bardziej radykalnie hedonistyczne formy. Spedzanie wolnego czasu obecnie powinno przyjmowac funkcje wyciskarki do sokow.

Wirtualna gra wspolczesnie zaklada emocjonalny brak dystansu, czesto maniakalne zaangazowanie fizyczne i paniczny brak strachu przed smiercia. W grze nie istnieje kategoria smierci definitywnej, jest nia jednak koniec gry, a nie postaci. Sentymentalne reanimacje swiadcza o tym, ze chec wirtualnej kontroli jest ciagle w pelni zycia.

W realnym swiecie tego typu kontrola nie jest tak szeroko dostepna, szczegolnie gdy chodzi o smierc. Zapewne szalenie trudnym zadaniem jest znalezienie gracza, ktory zgodzilby sie w naszym imieniu oddac swoje zycie w naszej grze, jakakolwiek by ona nie byla. Faktem jest jednak to, ze tego typu gra i gracze istnieja. Terrorysci samobojcy sa jedna z najbardziej zagadkowych kategorii ludzkiego zachowania. W pelni kontrolowalni wypelniaja misje jak w grze; staja sie pozniej bohaterami, badz symbolami nienawisci.

Kto ich jednak wybiera i kontroluje? Kto ich wysyla na misje?

Forma nie jest nowa, juz w czasach bilijnych odnotowano akty samobojcze - Samson zniszczyl swiatynie Filistynow, pozniej rycerz templariuszy wysadzl sie w powietrze na statku saracenskim podczas krucjaty, a japonscy kamikadze bombardowali soba statki amerykanskie w XX w.

Wspolczesna gra w zabijanie sie jest nieco inna. Bardziej rozlegla, mniej skoncentrowana, z innymi celami. Jest wynikiem zemsty, nienawisci i poswiecenia idelogicznego. Cywile sa zabijani bez wzgledu na ich zaangazowanie, oni sa wrecz celami, latwymi tak i fizycznie jak i medialnie. Co czyni ich takze bronia wymierzona w nich samych: glownie w zachodnie spoleczenstwo.

Zachodni swiat wyizolowal i zgloryfikowal wirtualna przemoc w celach rozrywkowych. Jej rzeczywistosc jest jednak brutalna i pozbawiona puli dodatkowych wcielen czy powtorek. Jest niekontrolowalna.

“Somebody set up us the bomb” jest interaktywnym srodowiskiem w ktorym mozna doswiadczyc procesu i poznac terrorystow samobjcow. Mozna kontrolowac postac jak i jej koncowa eksplozje i co najwazniejsze mozna cofnac czas, gdy juz zdecydujemy sie na wybuch lub w jego trakcie, co nie bedzie doswiadczalne inaczej niz tylko w wirtualnie sterylnym swiecie rozrywki.

“Somebody set up us the bomb” jest aplikacja prezentowana na instalacji umieszczonej na maniekinie, ktory jest obleczony pasem zawierajacym czesci komputera, polaczone i dzialajace, na klatce piersiowej umieszczony ekran dotykowy wyswietla owa aplikacje.

Somebody set up us the bomb jest niepoprawnym angielskim znanym tez jako Engrish - wersja azjatycka jezyka angielskiego. Zdanie to pojawilo sie pierwszy raz w animacji w Japonskiej grze Zero Wing; owa animacja stala sie swiatowym fenomenem znanym jako All your base are belong to us

Audiem

Czerwiec 22nd, 2007
Autor: Adam Buczek

Audiem logo

Chęć doświadczenia niemożliwego jest wręcz instynktowna, doświadczanie prawdopodobnego może spowodować zakłopotanie, prawdopodobnie niemożliwe jest więc po drugiej stronie wyobraźni. Czasami dosyć trudno tam spojrzeć, ogarnia nas strach przed zbliżaniem do niemożliwego i oddalaniem od prawdopodobnego. Oczywistość status quo upewnia w przekoniaiu, że jesteśmy w dobrym stanie percepcji i socjalizacji - możemy uczestniczyć w kulturze. Rozbijając to na drobne często albo jesteśmy wyłączeni z odbioru, albo sami wyłączamy innych. Gdy jest to działanie na poziomie intelektualnym, zawsze jest inny sposob, natmiast gdy zrozumienie zależne jest fizjologicznie pojawia się permanentna przeszkoda. Szalenie intrygującym jest fakt, iż nasza współczesna kultura jest tak mocno zależna od jednego zmysłu - wzroku. Wyłączanie innych z jej odbioru często staje się kwestią fizycznej zdolności uczestnictwa.
Pracując, wręcz żyjąc wzrokiem, zaczął mnie interesować problem utraty fizycznej zdolności uczestnictwa, potencjalnej zmiany świadomości uczestnictwa. Co by się stały gdyby świat mnie wykluczył, gdybym nie mógł być obrażony, zaskoczony, zrozumiany, pocieszony bez użycia słów. Co by się stało z fotografią, z interfejsami które projektuje? Zostałbym wyłączony z ich odbioru. Wystraszywszy się wystarczająco zacząłem badać głębokość mojej dzwiękowej ignorancji, a do tego podobno źle słysze. Przez ponad pół roku nagrywałem wybrane(zależne od mojej uciekającej pamięci) elementy życia w formie wyłącznie dzwiękowej, a następnie próbowałem przeżyć to jeszcze raz - bez obrazu.

Wyniki były zaskakująco przerażające. Utrata wzroku byłaby niewiarygodnie radykanlną zmianą. Niestety nic w tym nowego, zbyt wiele wykluczeń i ich koszmarnych skutków. Mając jednak doświadczenie w odbiorze owwej kultury i świadomość jej “elitarności” postanowiłem podzielić się próbą doświadczenia prawdopodobnie niemożliwego. Zbudowałem Audiem - nielinearne doświadczenie interfejsu bezgraficznego. Blog z podcastami, gdybym chciał to skategoryzować we własnym kontekście. Dosyć nietypowy blog, dosyć nietypowe podcasty. Pierwszy tego rodzaju interfejs w internecie dla osób widzących - “strona bez grafiki”. Dostarcza “otwierającego oczy” doświadczenia wyłączenia niewidomych z uczestnictwa w naszej kluturze, prawdopodobnie niemożliwego faktu, że my także możemy nie mieć wpływu na nasze miejsce we własnej kulturze. Dosępność interfejsu odgrywa tutaj znamienną rolę, użytkownik jest zmuszony do większego skupienia niż zazwyczaj w przypadku odbioru treści dzwiękowych. To nie jest słuchanie radia w pracy[1], tutaj wymagane jest większe skupienie, zapamiętanie opcji, zapamiętanie drogi. W kontraście do nielinearnego interfejsu graficznego, gdzie linki są dostępne tu i teraz,
interfejs dzwiękowy wymaga zaangażowania wyobraźni porównywalnyego z czytaniem książki. Nagrania udostępnione tam pozwalają spróbować doświadczyć chodzenia po świecie z zamkniętymi oczami. Nie ma znaczenia, że to jest nagranie mojego życia, dla mnie jest ono tak samo obce jak i dla odbiorcy.

Tak więc po kilkumiesięcznych pracach, szalenie zobowiązującej, woluntarycznej pomocy kilku osób[2], dosyć skromna strona została upubliczniona z dosyć szybkim skutkiem. Audiem będzie częścią tegoricznego Web Biennale w Istanbule(bodajże również Helsinki, Ateny, Nowy Jork itp) oraz kilku innych festiwalach europejskich pod koniec roku.
Zapraszam. Jest tam także dostępny kontakt.
www.audiem.bootchec.com

————-

1. Radio jako jedyne miedium jest dozwolone w wielu miejscach pracy, m. in. ze względu na niskie zaangażowanie uwagi.

2.
Richard Beer - teksty
Lea Donovan - głos
Fabrice Reynolds - nagranie i mastering

Act art -poglebianie grobu.

Czerwiec 14th, 2007
Autor: Adam Buczek

W zeszly piatek w The Arches odbyl sie po raz piaty festiwal Act Art ponad 100 artystow eksplorowalo szalanie “szeroki zakres waskiego problemu”, a mianowicie seksualnosci. Sztuka plci mozna by rzec w dosyc mocnym wydaniu, w wiekszosci jednak dominowala problematyka zwiazana z cielesnoscia, konflikami cielesnsmy(transseksualnosc, homoseksualizm). Pojawilo sie tez kilka prac spolecznie zaangazowanych oraz kulturowo(Stav B, Ryan Styles) ambiwalentnych. Mimo, iz byl to festiwal sztuki zywej, performance, to tematyka byla dosyc monotonna.













Czytaj dalej »

Blind Light - wrażenia

Maj 20th, 2007
Autor: Adam Buczek

Gormley jednak opanował Londyn, nie tylko swoimi rzeźbami ale także tajemniczą instalacją Blind Light, kolejki jeszcze długo się będą do niej ciągnąć.
Jest to dosyc trudna rzecz do opisania, kluczową rolę odrgywa własne doświadczenie tej instalacji; klaustrofobia, zagubienie, rozbawienie i woda kapiąca z nosa. Nade wszystko radość ze spotkania drugiej osoby w środku, która nagle pojawia się przy nas, na granicy wpadnięcia na siebie i niespodziewanego zbliżenia. Kontak jest organiczony do tego stopnia, że trzeba się bardzo zbliżyć aby się zobaczyć. Zmienia sie zakres sfery osobostego bezpieczeństwa, maleje do kilku centymetrów gdyż wokoło panuje biała nieskończoność: przeciwieństwo nieznanego, strachu i zła, z góry zakładamy, wchodząc tam, że nic złego się nam nie stanie. Jest tam bezpiecznie.








Blind Light

Maj 17th, 2007
Autor: Adam Buczek

Czasami w kazdym kraju sztuka wywoluje niezadowolenie, badz oburzenie. W Polsce jest to chleb powszedni, w Wielkiej Brytanii tylko gdy idzie o pieniadze. Brukowce rozpisuja sie o istocie sztuki po ogloszeniu wystawy laureata nagrody Turnera w 1994, Antoniego Gormleya, tworcy Aniola Polnocy.

Jego wystawa zostala dzis otwarta w Hayward Gallery, jest to najwiekszy pokaz jego prac w Londynie. Gormley opanowal miasto: umiescil odlewy swojej sylwetki na dachach budykow w centrum miasta. Niektorzy nawet wzywali policje myslac, ze sa swiadkami masowego samobojstwa. najwiekszy skandal jednak wywoluje jedna z prac ktora jest szescianem wypelniony mgla. Jej konstrukcja trwala kilka lat, wielu w srodku dostaje klaustrofobii, a jeszcze wiecej pala zazdroscia.

Czym jest sztuka? Pytaja dzienniki, dla ktorych prawdziwa sztuka jest sci-fi musical We Will Rock You zbudowany w calosci i wylacznie na muzyce Queen. Gormley wydaje sie tracic zaufanie mas, ktore zastanawiaja sie dlaczego ten megaloman wydaje pieniadze na cos tak absurdalnego, a przede wszystkim kto w taka sztuke inwestuje. Kolejna na sile rozdmuchana historyjka bawiaca spoconych od siedzenia urzednikow sredniego szczebla. Pojawia sie jednak pytanie o funkcjonowanie sztuki w przestrzeni miejskiej jak i przestrzeni interpretacyjnej, sztuki ktora pojawia sie w niespodziewanych miejscach, ktora osiaga wielkie rozmiary. Gdy jest to zabawa, z korzyscia dla zwiedzajacych, jak rury Holistera wszystko gra, gdy jednak pojawia sie drugie dno, metafora, to prawa polkula zaczyna nie nadazac, rodza sie uposledzone interpretacje. Nie moge sie doczekac kolejnej instalacji w Turbine Hall Doris Salcedo , ktora moze wywolac dosyc spore zabuzenia w funkcjonowaniu nawet lewej polkoli mozgowej. Tate Modern wydaje sie byc jednak nieruszalna, moze przez swoja nazwe, ktora filtruje odwiedzajacych. Ostatnia wystawa Gilberta i Georga powinna byc skandalem, odbyty starszych panow i ich stolce sa przeciez dalekie od miana dziela sztuki, a jednak sukces jej jest niepodwazalny na szczescie. Wysatwa Gormleya takze bedzie sukcesem, przez sztuczne podgrzewanie atmosfery ale przede wszystkim przez waznosc jego tworczosci i zwykla ciekawosc.