Potężny potok nowych produktów wsparty długimi kolejkami do salonów, festiwali, wystaw etc1. zaczyna od pewnego czasu zmieniać świadomość postrzegania produktu, którego ontologia zdaje się ewoluować. Jak grzyby po deszczu pojawiają się nowi projektanci z nowymi produktami i konceptami polepszenia świata. Czy jednak świat jest przygotowany na taką ilość rozwiązań? Czy chcemy być na siłę szczęśliwi?

Nie ma co ukrywać potencjału cywilizacyjnego postepu w dizajnie, jego wpływu na nasze doświadczanie życia, choć kwestią sporną pozostanie jego aksjologia, zależna od partykularnych rozwiązań i konsekwencji z tym związanych. Nie ma co ukrywać także faktu, że widoczny staje się przesyt dizajnu jako takiego, dizajnu „masturbacyjnego”. Trudno orzec jak rozkładają się proporcje widzów festiwali czy pokazów, ale można pokusić się o stwierdzenie, że są to w przerażającej ilości ludzie z branży. Ludzie świadomi funkcji społecznej procesu kreatywnego w każdym aspekcie, często opanowani fanatyczną wizją idealnie zaprojektowanego świata według „indywidualnie ujednoliconych modelów”2. Oni są twórcami ale nie odbiorcami, nie kupują ale projektują.

Choroby zakaźne
Tak więc środowisko często napędza się samo, a skutkiem ubocznym jest reklama, która pompuje fundusze do perpetuum mobile dizajnu. Przeciętny obywatel nie jest w pełni świadom swoich potrzeb, nie jest też świadom rozwiązań zaposkojających te potrzeby. Tak więc zdarza sie, że skuteczny marketing wykształci u niego te potrzeby a następnie dostarczy rozwiązania. Problem jednak w tym, że dobry dizajn nie zawsze trafa pod dach przeciętnego obywatela. Poza oczywistymi wyjątkami (IKEA otwiera i zamyka listę) obecnie szaleje gadżeciarstwo. Większość dizajnu ma bowiem tylko i wyłącznie funkcję rozrywkową. Ergonomia, pragmatyczność nie są w wielu przypadkach istotne. Co jest natomiast istotne, to fakt, że produkt nie jest nowy ale podejście do niego jest nowe. Trudno wymyślić krzesło raz jeszcze, ale jakże łatwo jest je pomalować i dodać niepotrzebne nogi albo dodać druge dno misce. Przyzwyczajenie zostaje, doświadczenie lekko zmienia kierunek, a strach przed nieznanym pozostaje nieznany. Nowe formy dosśiadczenia tymczasowego są nam jak najbardziej potrzebne, szybkie nudzenie się kiepskimi rozwiązaniami musi być uatrakcyjnione kolejnymi pseduo poprawiaczami życia. Dobre i trwale produkty są rzadkością, bowiem czas i doświadczenie nie poddają się standardowym procesom zarządzania. Tak więc rzeka konceptów zalewa nas uświadamiając jak dużo i jak mało zostało zrobione. Projektanci bardzo często są jedynymi odbiorcami tych projektów, jedynymi, którzy je weryfikują. Najistotniejszy element procesu kreatywnego: testowanie zewnętrzne konceptu, zatrzymuje sie na, jakże potrzebnym, poklepywaniu po plecach przez współcierpiących na tą samą chorobę.

Fajne, ale po co?
Kategoria fajności odrywa się od rzeczywistości i szybuje w dobrze znane rejony krótkotrwałego zachwytu: nowa podstawka pod iPoda, nowa półka na książki (o projektowaniu rzecz jasna!) i obowiązkowo jakiś wieszak. Tajemnicą pozostają wciąż ilość sprzedanych produktów, a często też fakt czy zostały w ogóle wyprodukowane. Lubimy się otaczać przedmiotami, często je wymieniając na nowe3. Jakże więc przyjemnie jest otaczać się własnymi produkcjami, nawet jeżeli istnieją tylko wirtualnie. Trudno ukryć, że spora ilość projektów wynika z potrzeby pogłaskania własnej próżności i nadziei, że także czyjaś próżność może zostać zaspokojona. Wobec tego brak dystansu i świeżego spojrzenia multiplikuje skonfundowanie zarówno przecietnego Kowalskiego jak i przecietnego dizajnera.

Ziarnko do ziarnka aż nam pęknie kregosłup
Każdy, oprócz ludzi pokroju Starka czuje się lekko w tyle, zagubiony w świadomości, że może już nic nowego się nie da zrobić, że tylko małymi kroczkami, że tylko małymi kropeczkami się gdzieś doczołga. Zarazem jednak napędzany jest ilością i upewniany, ąe za tą ilością kryje się nieskończoność, więc dla każdego starczy miejsca. Skutkiem czego jest rzeka, a raczej ściek potencjaności, nieprzemyślanych do końca zachwytów i braku wniosków. Konkursy oczyszczają go dając więcej swobody działania, lecz ich wyniki nie zmieniają rzeczywistości projektowania. Nadzieja na powodzenie w dizajnie przypomina chęć bycia gwiazdą filmową, byle jaką byle by być gwiazdą, mieć swoje 5 sekund sławy: zostać zauważonym i docenionym za wszystkie swoje wady. Bo zalety są już zbyt oczywiste. Czas na brudy i błędy.

Rozrywka
Kiedyś kasety video z tym tytułem powodowały pocenie się rąk u wielu, dziś orgazmiczną radość przynoszą nowe gadżety. Lśniące obiekty w ich nieprawdopodobnie eleganckich opakowaniach, gdzie nawet worek foliowy jest specjalnie zaprojektowany, przynoszą często więcej radości niż zdrowy wycisk w łóżku. iPhone na przykład sprzedaje się tak dobrze, że aż cenę obniżono, każdy kto choć raz o nim słyszał ma go na samej górze listy prezentów pod choinkę. Bez zastanowienia czy jest to potrzebne i czy zaspokoi jakiekolwiek potrzeby pragmatyczne. Ważny jest element rozrywki, jak w alkoholu. Na kaca jest przecież milion sposobów, żaden idealny, nie pretendują jednak do takowych. W dizajnie jest inaczej, każde rozwiązanie zdaje się w jakiś sposób tak zmieniać rzeczywistość, że nie można bez danego obiektu wyobrazić sobie dalszego funkcjonowania.4 Owej rzeczywistości zaczyna być niedobrze od kręcenia się w kółko w poszukiwaniu kierunku.

Solucja
Kwestie edukacji pozostają wciąż wątpliwe, bowiem z jednej strony pewne modele sprawdzają się w konkretnych kontekstach, z drugiej zaś organiczenia są w owe modele naturalnie wpisane. Owe granice są światełkiem w tunelu – katalizatorem poszukiwania idealnych rozwiązań. W modelu piramidalnym do szczytu dochodzi się układając małe elementy, rozwiązaując małe problemy, które następnie pomogą rozwiązać większe aż powstanie wieża babel i wszyscy będą wszystko rozumieć. Zakładanie granic jest więc kluczem tego typu edukacji i praktyki, w której problem rozwiązany zostaje na zasadnie budowania u podstaw organiczeń – zawężania pola działania, zawężania rozwiązania. Zbyt wiele projektów chce rozwiązać błahe lub nieistone problemy. Dzieje się tak, ze względu na łatwość i bezpieczeństwo lub aby zrobić cokolwiek i uwolnić się od syndromu czystej kartki. Zbyt mało projektów jest świadomym procesem analizy problemu i jego interpretacji. W dizajnie niezbyt wiele rezultatów to rozwiązania, częścej to własnie ich interpretacje, zbliżanie się do ostatecznej solucji. Mała ilość jest zaletą watpliwą, gdyż w powodzi śmieci ich wartość praktyczna rozpuszcza się w zanieczyszczonym doświadczeniu odbiorcy. Pożądanie przedmiotu od pożądania zaprojektowania przedmiotu różni doświadczenie i świadoma analiza tej potrzeby. Zadowalanie się samym projektowaniem prowdzi do ślepoty zawodowej.5
2 Dziś indywidualność często objawia się w konformistycznym podążaniu za trendami (vide kultura punk), więc orgomna ilość „nowych“ konceptów oparta jest o akualną modę, rozwijaniu i kolorowaniu istniejących już rozwiązań.
3 Nowe jest katalizatorem zachwytu/podniecenia przez sam fakt bycia nowym.
4 Robotic Chair
5 http://www.youtube.com/watch?v=7VsC3tUzpmE